Przejdź do głównej treści
Games

Jako bard przekonałem wielu bossów, by wykonali za mnie pracę w Baldur’s Gate 3.

Jako bard przekonałem wielu bossów, by wykonali za mnie pracę w Baldur’s Gate 3.

Ostrzeżenie: Spoilery do aktu 2 gry Baldur’s Gate 3.

Czy jest coś lepszego niż napotkanie szczerze niepokojącego bossa i wykorzystanie swoich zdolności perswazji, aby uniknąć walki z nim? Cóż, a co z wydostaniem się z krwawego spotkania poprzez przekonanie wspomnianych bossów, aby wykonali za ciebie pracę, usuwając się z obrazu? Przemierzając Akt 2 gry Baldur’s Gate 3 w celu dotarcia do legendarnych Moonrise Towers, natknąłem się na browar The Waning Moon. Zrujnowany budynek wyraźnie widział lepsze dni, podobnie jak większość budynków w okolicy, ale to, co się w nim znajdowało, zatrzymało mnie w miejscu.

Stojąc w środku, dostrzegłem groteskowo wyglądającego faceta z dużym, wystającym brzuchem. Jego twarz była zakryta kapturem, a przypominające jelita wąsy wiły się po jego klatce piersiowej, jakby były przywiązane do podtrzymywania gigantycznej beczki na plecach. Przygotowałem się; jeśli gry wideo nauczyły mnie czegokolwiek, to tego, że miał na sobie wypisany materiał na bossa. Gdy ostrożnie przekroczyłem próg, szybko zauważyłem, że nie był wrogo nastawiony, podobnie jak żaden z zombie, które kręciły się po pomieszczeniu. Nie mając nic innego do roboty, podszedłem do baru, który obsługiwał i niechętnie zająłem miejsce.

Zanim się zorientowałem, zostałem wciągnięty w bitwę innego rodzaju z tą złowieszczą postacią, która okazała się być Thisoboldem Thormem. Nie było wymiany ciosów, nie polała się krew. Zamiast tego moją bronią stały się słowa. W tym momencie wykorzystywałem swoje umiejętności barda. Dzięki kilku sztuczkom udało mi się uniknąć wypicia choćby kropli wątpliwego napoju, który próbował mi zaserwować, a po zdaniu kilku testów perswazji byłem w stanie nie tylko wydobyć z niego przydatne informacje, ale także udało mi się sprawić, że wypił wystarczająco dużo, by pęknąć. Jego zamiłowanie do picia było jego upadkiem. Kto by pomyślał, że rozmowa ze mną może być tak zabójcza?

Bard albo bitwa #

(Kredyt graficzny: Larian Studios)Odpowiedzi zwierząt

Baldur’s Gate 3

(Zdjęcie: Larian Studios)

Rozmowy ze zwierzętami w Baldur’s Gate 3 to moja nowa ulubiona rozrywka w grach RPG

Decyzja o graniu jako bard podczas mojej pierwszej rozgrywki w Baldur’s Gate 3 absolutnie się opłaciła na wiele sposobów. Jako gracz, który uwielbia wykorzystywać umiejętności perswazji na swoją korzyść i rozmawiać o wyjściu z niebezpiecznych scenariuszy, od razu przyciągnęło mnie życie barda. Dodatkowo, gra na lutni w każdej chwili nigdy nie traci swojego uroku. Nieustannie byłem jednak pod wrażeniem tego, jak bardzo może ona wpłynąć na kierunek mojej podróży w świecie stworzonym przez Larian. Tak wiele opcji dialogowych wpłynęło na moją osobowość barda i wiele razy zdarzyło się, że wyciągnęło mnie to z niebezpiecznych sytuacji. To, gdzie mogłem zobaczyć, jak to naprawdę świeci, było w Akcie 2, gdzie, podobnie jak mój wielki brzuchaty barman, musiałem przekonać kilku bossów, aby zasadniczo wykonali moją pracę za mnie i oszczędzili mi kłopotów.

Jednym z najbardziej pamiętnych momentów był ten, gdy natknąłem się na koszmarny Dom Uzdrowienia. Po napotkaniu kilku niepokojących pielęgniarek zajmujących się zwłokami, wkrótce stałem się świadkiem najbardziej makabrycznej sceny. Lekarz imieniem Malus Thorm stał na środku sali operacyjnej, torturując bardzo cierpiącego pacjenta. Wyposażony w ostre, mechaniczne szpony doktor miał również wszelkie zadatki na groźnego przeciwnika, a ja nie miałem ochoty się z nim mierzyć. Biorąc pod uwagę to, jak potoczyło się moje spotkanie z Thisoboldem, miałem nadzieję, że podobnie będzie z tym niepokojącym doktorem. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, pojawił się test perswazji, który koniecznie musiałem wykonać. Udany rzut kostką oznaczał dla Malusa bardzo ciężki koniec, ale nie dla mnie. Wszystko, co musiałem zrobić, to usiąść i patrzeć.

Baldur’s Gate 3

(Zdjęcie: Larian Studios)

W rzeczywistości udało mi się wyeliminować całe „rodzeństwo” Thorma w Akcie 2 za pomocą samego dialogu, co sprawiło, że odgrywanie ról jako bard było jeszcze bardziej satysfakcjonujące i wciągające. Na tym też się nie skończyło. Podczas zadania w Gauntlet of Shar udało mi się nawet przekonać potężnego bossa, by zabił swoich własnych sługusów, a następnie usunął się z równania, pozostawiając mnie całkowicie bez szwanku. Srebrny język, czy co? Wiele razy zdarzyło się, że dialogi specyficzne dla danej klasy wyciągnęły mnie z kłopotów – a czasami wpakowały mnie w nie, gdy niektóre wybrane światy nie poszły tak dobrze (patrz wyżej).

Baldur’s Gate 3 to gra pełna możliwości, w której nie brakuje ścieżek do obrania i odkryć do dokonania. Jednak jej największą siłą jest możliwość kształtowania własnej podróży. Gra naprawdę zasługuje na swój gatunek jako prawdziwe doświadczenie fabularne i absolutnie uwielbiam to, że pozwala mi rozmawiać z bossami jako bard. Podoba mi się również to, że wielu innych graczy wykorzystało swoje umiejętności, tak jak nasz Austin Wood, który użył charyzmy, aby pokonać bossów jako Paladyn. To całkiem sensowne, że bard może wykorzystać swoje słowa do zwycięstwa. W końcu muszę żyć, by opowiadać innym o swoich przygodach za pomocą pieśni. Nie wypada zginąć z rąk potężnego wroga, zanim świat usłyszy moją kolejną balladę.

Oto dlaczego Państwa pierwsza gra w Baldur’s Gate 3 powinna być bardem, najlepszą i najgorszą klasą w D&D.